Czy to w porządku, że życie traktuje nas nie w porządku?

Wiele razy w ciągu naszego życia zdarza się tak, że chcemy, czy nie przydarzają nam się historie, których wolelibyśmy uniknąć. W zależności od kontekstu są to sytuacje mało komfortowe, niewygodne lub bardzo drastyczne, zmieniające często nasz punkt widzenia określonego zagadnienia. Kiedy mają one charakter łagodny wtedy mówimy o pechu, o tym, że nie mamy szczęścia, niejednokrotnie zrzucając całe zło, którego doświadczamy na los. Ale kiedy mamy do czynienia z tak drastycznymi sytuacjami, które kojarzymy niemalże z katastrofami, mówimy wtedy często o „totalnej klapie”. Wtedy cały świat wali nam się na głowę. Filozofia sukcesu nazywa te zjawiska „porażkami”. Biorąc pod uwagę fakt, że są to zjawiska nagminne, pojawiające się w naszym życiu bardzo często, właściwym chyba będzie zadanie sobie pytania, czy takie problemy, zdarzenia z kategorii nocnych koszmarów są nam potrzebne? A jeśli tak to, do czego? No, bo jeśli wierzymy w Boga, który jako Architekt Wszechświata poukładał wszystko sprawiedliwie i odpowiednio, to przecież nasz ból odczuwany w trakcie sytuacji trudnych musi mieć jakiś głębszy sens. Otóż wydaje się właściwym w dalszym toku rozumowania dojście do wniosku, że jest w tym sens i to nie tak głęboko ukryty jak można by się spodziewać.

Popatrzmy, co ma tu do powiedzenia wspomniana wcześniej filozofia Sukcesu. Otóż mówi ona bezpardonowo, że każda porażka przybliża nas do upragnionego sukcesu. Pod warunkiem oczywiście, że umiemy uczyć się na błędach wyciągając z nich wnioski. A zatem wszystko, co nam się przydarza ma sens i jest nam potrzebne do tego, by uczynić postęp w swoim rozwoju. Często stawianie sobie celu przez ludzi jest utożsamiane wyłącznie z efektem końcowym, który ma przynieść spełnienie i zadowolenie. Ale życie inaczej to trochę zorganizowało, bo podczas dochodzenia do obranego przez nas celu spotka nas wiele „niewygód”, które mają nas dostroić do obiektu naszego pragnienia, tak by zaistniał on w naszym życiu na płaszczyźnie fizycznej. I dlatego właśnie ważniejsze od realizacji celu jest to, kim się staniesz podczas procesu dochodzenia do niego. Tak, więc przedsiębiorca chcący zbudować potężną i solidną firmę dostanie tyle lekcji i tyle przeszkód do pokonania, by po ich przejściu jego wizja stała się rzeczywistością. Sportowiec, który pragnie zdobyć medal na olimpiadzie będzie musiał wiele godzin spędzić na treningu wylewając jednocześnie wiele wiader potu. Ale zarówno sukces firmy, jak i zdobycie złotego medalu będą możliwe tylko wtedy, jeśli przeszkody i ból pojawiające się na drodze realizującego swoje pragnienia człowieka nie pokonają go. Ważne jest to czy się nie podda.

To nic innego jak ból, czy raczej jego zniesienie czyni nas godnymi osiągnięcia naszych marzeń. Nawet, jeśli ktoś nie ma w zwyczaju stawiania sobie celów ( a takich ludzi na nieszczęście jest cała masa) i żyje z dnia na dzień musi przerabiać swoje trudne lekcje. Dzieje się tak, dlatego, że zdając sobie sprawę z tego faktu, czy nie każdy z nas planuje, co ma osiągnąć poprzez swoje postawy, myśli, wypowiadane słowa i pragnienia. Jeśli cele zapisujemy i definiujemy, to przynajmniej wiemy, dlaczego cierpimy, kiedy sytuacje są trudne. Jeśli nie zdajemy sobie sprawy z zasad, na jakich oparte jest nasze życie to cierpimy i tak, z tym, że wtedy winę za naszą sytuację zrzucamy na innych ludzi, lub zwyczajnie na okoliczności.

Wiemy, zatem już mniej więcej, dlaczego spotykają nas niemiłe z pozoru sytuacje. Można to podsumować jednym zdaniem, że nasze życie, którego podstawą istnienia jest rozwój wykorzystuje najskuteczniejsze narzędzie do tego by nas nauczyć, o co w nim chodzi. Nie jest ważne, czy nam się to podoba, czy nie - tak już jest. A że ból związany z dyskomfortem jest dosyć skutecznym narzędziem to i mamy życie, jakie mamy. Ale czy nie ma sposobu, by, choć trochę mniej tego dyskomfortu spowodowanego trudnymi sytuacjami zamienić na przyjemność? Innymi słowy możemy zadać sobie pytanie, czy jest sposób na to by żyć lepiej? Otóż jest. Trzeba wyciągać odpowiednie wnioski z sytuacji, które nas spotykają, stosować się do wskazówek, jakie są nam udzielane przez zjawiska synchroniczne, Boga, czy Anioła Stróża, albo naszą intuicję i wtedy powinno być nam lżej. I tak znowu pozostaje nam wrócić do wniosku, że jedynym rozwiązaniem na zmniejszenie bólu w naszym życiu, lub przynajmniej jego zrozumieniem jest samodoskonalenie siebie, rozwój osobisty. Są tacy magicy, którzy twierdzą, że życie może być jednym wielkim szczęściem. Nie wydaje mi się jednak, by to szczęście permanentne, ciągłe, niezakłócane różnymi niesfornymi bąkami można było osiągnąć w takiej formie, w jakiej żyjemy. Oczywiście naszym zadaniem jako jednostek ludzkich jest dążenie do doskonałości, ale…osiągnięcie jej w ciele fizycznym jest prawdopodobnie niemożliwe. Nie lubię używać słowa niemożliwe. I do tego nie jestem masochistą, którego fascynacją jest cierpienie. Wolałbym leżeć i patrzeć jak rosną kwiaty. Nie lubię sytuacji stresowych, konfliktowych i nie skaczę do góry z radości, kiedy dostaję od życia kolejnego kopniaka. Ale pozwolę sobie powiedzieć, że jeśli dostaję po raz kolejny po głowie, to znaczy, że taka była potrzeba chwili. Wszystko dzieje się po to by coś zrozumieć i w konsekwencji nauczyć się żyć lepiej.

Celowym wydaje mi się podkreślenie następujących zależności, które wiążą się z tym tematem. Im większe, bardziej ambitne cele, im bardziej ambitna i bezkompromisowa jest osoba, która do nich dąży tym lekcje są cięższe, czyli więcej sytuacji, kiedy życie traktuje nas z pozoru nie w porządku. Z drugiej strony, jeśli mamy do czynienia z osobą bez ambicji, żyjącą z nastawieniem bylejakości i bezsensu, to życie również da mu popalić, próbując niejako wyrwać go ze stagnacji i marazmu. A zatem, czy nie lepiej polec na polu chwały realizując coś naprawdę ekscytującego, zamiast zgnić będąc niezauważonym nawet przez samego siebie? Tej odpowiedzi powinien poszukać każdy, kto chce się nazywać mianem myślącego człowieka. Bo przecież to nie zadanie filozofa. To według wszelkich mądrych pism ludzka powinność. Podobno Jung kiedyś powiedział coś w tym stylu, żeby najpierw żyć, a potem filozofować. Nie sądzę jednak, by chodziło mu o ilość przeżytych lat, ale o ilość i intensywność doświadczeń zwłaszcza w sferze psychiki, analizy i ducha. Im więcej sytuacji nieprzyjemnych tym więcej materiału do przerobienia i do przemyślenia, choć z drugiej strony życzę wszystkim samych wspaniałych i radosnych chwil.  


Jeżeli ktoś jest zdania, że życie nie jest w porządku to będzie miał problem dopóty, dopóki nie zrozumie, że jest dokładnie na odwrót. Życie jest w porządku, nawet, jeśli czasem z pozoru wydaje nam się, że traktuje nas nie w porządku.