Przyciąganie dobrobytu

Większość z nas marzy o szczęściu, tak samo jak pragnie zaspokojenia w sferze materialnej. I nie ma w tym nic dziwnego zwarzywszy na fakt, że zewsząd otacza nas świat, który mami swymi urokami podsuwając nam coraz nowsze gadżety reklamowane przez producentów jako niezbędnie nam potrzebne do życia. Już Oskar Wilde ponad sto lat temu doszedł do wniosku, że rzeczy zbędne stały się nam niezbędnie potrzebne. I tak trwa to do dnia dzisiejszego. Mówiąc o dobrobycie trudno być jednoznacznie określonym, czym on jest dla każdego z nas z osobna. Ilu ludzi, tyle koncepcji, ile umysłów tyle wyobrażeń na temat wydawałoby się tej samej definicji. Jeśli jednak zdefiniujemy dobrobyt jako dostępne nam na każde zawołanie spełnienie naszych pragnień i zachcianek to zasadnym wydaje się stwierdzenie, że będziemy już blisko ogólnego rozumienia tego zagadnienia. Dobrobyt możemy zdefiniować jako dobry byt. A dobry byt pewnie skojarzy nam się ze spełnieniem. Zatoczywszy koło nad tym niewątpliwie trudnym tematem warto pomyśleć, że skoro większość z nas chciałaby lub przynajmniej zadeklaruje w ankiecie, że chce dobrobytu to dobrze jest wiedzieć jak go posiąść. Bo wszyscy nawet najbardziej zagorzali sceptycy pewnie przyznają mi rację, że nie chodzi tu o to by zaspokoić się na chwilę. Chodzi o to by dobrobyt spełnił oczekiwane i pokładane w nim nadzieje dając nam jednocześnie…No właśnie. Czego oczekujemy od dobrobytu? Spełnienia zachcianek? Zgoda. Dobrego samopoczucia? Zgoda. Wygodnego życia? Zgoda. Czy czegoś jeszcze? Po co jest Ci potrzebny dobrobyt? Jaką ma spełnić funkcje w Twoim życiu? To ciekawe pytanie. Może nawet pionierskie. A już na pewno na tyle konstruktywne by chwilę się zastanowić nad odpowiedzią na nie. Jeśli już dobrobyt stanie przed Twoimi drzwiami czy to pod postacią zakapturzonej fury pieniędzy, czy jako kapiącego od żarcia stołu, czy może jako kolejny model najnowszego zegarka, czy samochodu to, co mu powiesz? A pogadać będzie trzeba, bo masz jak w banku to, że zapyta, po co go wołałeś człowieku! I nie jest to żadna przenośnia, czy metafora. Życie przynosi nam przeróżne rozwiązania. Czasem da nam po głowie, czasem sypnie worem złota w taki sposób, że …no właśnie, że nie wiadomo, co z nim robić.


Jak wiadomo jest coraz więcej metod, sposobów na przyciąganie tego czego pragniemy. Wie o nich garstka tych nielicznych szczęśliwców, którzy decydują się wyruszyć w kaskaderką podróż by je odnaleźć, poznać i posiąść ich tajemnicę na zawsze. Ale tak samo jak znajomość mechanizmów nie zastąpi ciężkiej pracy związanej z umiejętnością zastosowania ich w praktyce, tak samo możemy być raczej pewni faktu, że jeśli ktoś nie zdecyduje się na zerwanie z komfortem osobistym, to nie pozna sekretów związanych z przyciąganiem obfitości i dobrobytu.

Teraz wypadałoby powiedzieć coś o samych sposobach przyciągania dobrostanu. Ale tu niestety rozczaruję Cię mówiąc całkiem niewiele w tej kwestii. Otóż sposób ten wygląda tak, że najpierw musisz wiedzieć, po co chcesz coś osiągnąć, a później zgodnie z Prawem Przyciągania poprosić o to wyrażając w ten sposób swoją wolę i na koniec pozwolić, aby to do Ciebie przyszło. Nic więcej nie trzeba robić. Czyżby było to takie proste? To jest proste, ale nie jest łatwe. Bo żeby pozwolić sobie na przyjście do nas obiektu naszego pragnienia, niezależnie od tego, czy będzie to stan umysłu, czy rzeczy natury materialnej potrzebny jest czas, by stać się tego godnym.  Co do samej kwestii proszenia już jest dużo wątpliwości, bo żyjemy wśród społeczeństwa, które same pędząc na oślep do przodu narzuca nam myślenie mówiące o tym, że tylko ciężką pracą jesteśmy w stanie dorobić się czegoś tam. Coś absolutnie odwrotnego sugerują nam podręczniki mówiące jak osiągnąć w życiu szczęście, bo tam wszystko zaczyna się od wyciszenia i od opanowania potoku własnych niekończących się myśli, które przeszkadzają nam w osiągnięciu obiektów naszych marzeń. Mówiąc krótko to sami stajemy na drodze własnemu szczęściu. Warto tu przytoczyć słowa proroka: „Zaprawdę powiadam Wam, że myślenie to najcięższa praca pod Słońcem”. I tu zgadzamy się z tymi, którzy wyznają jedyny słuszny mit ciężkiej pracy.  

Wracając do tematu naszego dobrobytu, jeśli chcesz zmienić samochód na lepszy wystarczy o tym mocno pomyśleć, następnie pstryknąć palcami i pójść na spacer nie myśląc, w jaki sposób Wszechświat spełni Twoją prośbę. Dlaczego zatem tak trudno jest ludziom opływać w dostatek i dobrobyt? Powodów jest kilka. Podstawowym jest brak wiary w mechanizm przyciągania dobrobytu. Nie mieści się nam w głowie, że osiągnięcie czegokolwiek jest tak proste. Przecież życie, które dla nas jest prawdą udowodniło nam już tyle razy, że żeby coś mieć to trzeba napracować się po same pachy, a efekty i tak często są mizerne. Myśląc w ten sposób pamiętajmy, że prawda to nic innego jak nasz sposób postrzegania świata, który przechowujemy w swojej podświadomości jako przekonania. Kolejnym powodem tego, że „to nie działa” jest nieumiejętność pozostawienia wszystkiego, co jest związane z tematem sile wyższej. Najpierw może i poprosimy, ale później robimy wszystko by samemu napisać scenariusz, w jaki sposób rzeczy mają się zdarzyć i co najgorsze, kiedy. Nie do nas należy tu definiowanie czy dobrobyt, którego pragniemy jest gotowy by nas odwiedzić już teraz. Trzecim fundamentalnym powodem rezygnacji z metod wpajanych nam przez tych, którzy przeszli już ten proces jest niecierpliwość. „No czekam już trzy godziny i nic się nie dzieje”. Na podstawie takiej konkluzji definiujemy twierdzenie, że wszystko, co słyszeliśmy na temat Prawa Przyciągania, czy innych metod gwarantujących życiowy sukces to jedna wielka kupa bzdur. I wracamy do starych schematów narzekając na swoje życie. Logicznie rzecz ujmując ( tak by empiryczny człowiek mógł chwilę zadumać się nad tą kwestią) nie sposób zmienić własnego systemu myślenia, wiary i przekonania w ciągu kilku godzin, jeśli to, co wiemy do tej pory utrwalało się w nas od lat kilkunastu, czy kilkudziesięciu! To tak samo jakby ktoś uczył psa jeść na dźwięk dzwonka, a później nagle wymagał, by ten sam pies na dźwięk dzwonka nie ślinił się!

Może na świecie są takie wróżki, elfy, czy czarodzieje, którzy potrafią nagle wyczarować coś. Ale jest mało prawdopodobne, by mogli ( nie mówiąc już o tym, czy by chcieli) nagle dokonać zmiany w myśleniu i to zarówno swoim jak i cudzym. A zatem jeśli poważnie myślimy na temat dobrobytu, który na dzień dzisiejszy nie jest z nami w najlepszej komitywie, to chyba jedynym słusznym wnioskiem jest stwierdzenie, że czas zacząć nad sobą pracować. I tu pozwolę sobie na powiedzenie czegoś bardzo ważnego, jeśli nie najważniejszego. Nie szukaj sposobu na osiągnięcie dobrobytu. Tak jak zasugerowałem na początku poszukaj odpowiedzi na pytanie, po co chcesz go osiągnąć. Jeśli Twoje „po co” będzie wystarczająco silne, wartościowe i służące innym, to „jak” zjawi się samo i przyciągnie dobrobyt do Twojego domu.

Jeśli ktoś więcej chce dowiedzieć się na temat Prawa Przyciągania to zapraszam do lektury „Proś, a będzie Ci dane” Esther i Jerry'ego Hicks.